Przychodzi wiking do apteki, czyli bajka o farmaceutach w Norwegii

„Pacjent w centrum uwagi” – to hasło powinno przyświecać każdemu, kto jest związany z rynkiem zdrowia. Niezależnie od tego, czy jesteśmy pacjentami, czy specjalistami, walka o zdrowie własne i pośrednio całego społeczeństwa leży w interesie ogółu. Minęło dokładnie 16 lat od największej reformy na rynku aptecznym w Norwegii, która weszła w życie w 2001 roku. Polskie media od długiego czasu sugerują i propagują gruntowne zmiany, które w znaczący sposób wpłyną na obraz rodzimego rynku farmaceutycznego na długie lata. Warto więc się przyjrzeć się, jakie pomysły zostały wypracowane u naszych zamorskich sąsiadów. Co je zainspirowało i jaki wpływ wywarły w kraju, który potocznie jest nazywany „Mekką dla farmaceutów”. Czy można je odnieść do naszych realiów? Sprawdziłem to osobiście.

Jak dobrze być wikingiem

Zasady działania aptek w Norwegii reguluje Prawo o Aptekach z 2000 r., które weszło w życie w 2001 r. Podobnie było w Polsce – Rewolucyjna Ustawa Prawo Farmaceutyczne została wydana w dniu 6 września 2001 roku. Mamy więc do czynienia z podobnymi pod względem okresu funkcjonowania przepisami, jednak odrobinę odmiennymi w swoich założeniach.

Norwegia pod względem terytorialnym przypomina Polskę. Powierzchnia kraju wynosi 385 171 km2 (Polska – 312 679 km2). Jest jednak krajem o bardzo małej gęstości zaludnienia, która wynosi 15,5 osoby/km2. Dla porównania w Polsce współczynnik ten ma wartość 123 os/km2. Taki wynik plasuje Norwegię na 120 miejscu na świecie. Jest to zatem dość duży kraj, z relatywnie małą liczbą ludności. Napakowani wikingowie może zajmują i dużo miejsca w autobusach, ale gdy wychodzą w teren, przechadzając się po norweskich lasach i łąkach, możemy ich wcale nie spotkać. Czasami miałem wrażenie, że trafiłem na totalne pustkowie.

Dziel i rządź

Władzą ustawodawczą i organem odpowiedzialnym za prawotwórstwo i legislację opieki zdrowotnej jest Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej (HOG). Współpracuje ono z kolejnym bardzo ważnym organem nadzorującym sektor farmaceutyczny, którym jest Norweska Agencja Leków (Noma). Co do zadań i odpowiedzialności, jest to kombinat polskiego Narodowego Funduszu Zdrowia, Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego oraz po części Ministerstwa Zdrowia.

Główne zadania HOG i Nomy to:

– wydawanie decyzji dopuszczających leki do obrotu
– negocjacje z firmami farmaceutycznymi, ustalanie cen oraz określanie wysokości zwrotu kosztów poniesionych przez pacjenta
– tworzenie materiałów szkoleniowych oraz przekazywanie informacji dotyczących produktów leczniczych pacjentom oraz przedstawicielom systemu opieki zdrowotnej

Organem reprezentacyjnym farmaceutów jest Norweski Związek Apteczny (Apotekforeningen), odpowiednik polskiego Samorządu Aptekarskiego. Hasłem przewodnim tej instytucji jest obrona interesów farmaceutów oraz reprezentowanie ich środowiska. Wszystkie organy co do zasady podkreślają, że rolą państwa jest zagwarantowanie równego dostępu do leczenia i leków dla pacjentów.

Ucz się synu

Żeby stać się aptekarzem, trzeba najpierw trochę wycierpieć, tzn. pouczyć się. Studia farmaceutyczne w Norwegii są dwustopniowe (licencjackie 3 lata/ magisterskie 2 lata). Na terenie kraju działają cztery uczelnie, które prowadzą edukację młodych adeptów sztuki aptekarskiej. Do poziomu licencjata przygotowują uczelnie w Oslo, Trondheim i Tromso, które co roku wydają ok. 120-140 licencjatów farmacji. Ostatni semestr studiów licencjackich zawiera w sobie trzymiesięczną, obowiązkową praktykę apteczną. Licencjaci są wykwalifikowani do pracy w aptece, nie mogą jednak zostać kierownikiem apteki. Duża część studentów na tym poziomie chwilowo kończy swoją edukację i zaczyna pracować.

Po zdobyciu wiedzy praktycznej z zakresu farmacji w aptece, wracają na studia magisterskie potocznie nazywane uzupełniającymi. Dokształcenie to daje możliwość pełnienia funkcji kierownika apteki. Dwuletnie studia magisterskie poszerzają wiadomości z zakresu wiedzy o lekach, ich działaniach, interakcjach, przeciwwskazaniach, dawkowaniu oraz pracą z substancjami farmaceutycznymi. Zawierają one również elementy marketingu aptecznego, zasad prowadzenia apteki i zarządzania personelem. Poziom magistra farmacji można osiągnąć w Oslo, Bergen i Tromso. Miejsc na studia magisterskie jest mniej. W skali kraju rocznie to ok. 100 wakatów.

W Polsce co roku na rynek trafia około 1000 adeptów sztuki aptekarskiej. Studia mają charakter jednolity i trwają 5 i pół roku, z czego ostatnie 6 miesięcy stanowią obowiązkowe praktyki zawodowe. W szkoleniu farmaceutów uczestniczy 10 jednostek dydaktycznych rozsianych równomiernie po całym kraju. Wydawać by się mogło, że sposób szkolenia wikingów jest bardziej racjonalny, a na pewno o wiele bardziej elastyczny i przyjazny dla studenta.

Nie ilość, a jakość

Widoczny jest jednak wciąż niedobór personelu na norweskim rynku aptecznym. Nieustanny deficyt uzupełniany jest napływowymi imigrantami, którym oferowane są dobre warunki pracy. Stały deficyt wynosi około 150 etatów rocznie. Barierą wejścia na farmaceutyczny rynek jest znajomość języka. Jest to wymóg większości ofert pracy dla aptekarzy imigrantów. W strukturze rozkładu wykształcenia widoczny jest również nieustanny wzrost ilości licencjatów i magistrów, kosztem spadku ilości techników farmaceutycznych. Wiele osób dokształca się i po szkole technicznej idzie na studia farmaceutyczne. Spadek wskaźnika ilości techników nie oznacza, że grupa ta jest zbędna na rynku, są jednak wypierani przez bardziej wykwalifikowany personel.

W Polsce sytuacja jest odmienna. Posiadamy znaczy nadmiar techników farmaceutycznych na rynku pracy (ok. 34 tys. nadmiaru w stosunku do potrzeb rynku). Nadprodukcja przedstawicieli tego zawodu zaowocowała dyskusjami o zaprzestaniu szkolenia techników farmaceutycznych na najbliższe 15 lat. Jest to spowodowane brakiem centralnego planowania zapotrzebowania zawodowego, w stosunku do rynku pracy oraz rozkwit pseudoplacówek, które takich kwalifikacji udzielają w szkołach niedzielnych czy weekendowych. Obserwowalny jest również nieznaczny deficyt farmaceutów na rodzimym rynku. Rozkwit sieci aptecznych oraz otwarcie rynku produkcji leków dla farmaceutów spowodował, że praca w tym zawodzie jest wciąż atrakcyjna. Nie ma jednak ścisłej współpracy pomiędzy uczelniami, a pracodawcami, a jeśli jest, to są to przypadki incydentalne. Może powinniśmy czerpać z doświadczeń i wiedzy Nordów?

A mury runą…

Zmiany prawne propagowane w Norwegii to zmiany prowadzące przede wszystkim do obniżania barier wejścia na rynek aptek dla nowych podmiotów gospodarczych. Odstąpiono etapami od obowiązujących wcześniej restrykcyjnych uregulowań własnościowych, demograficznych i geograficznych. W chwili obecnej w Norwegii na jedną aptekę przypada ok. 7000 mieszkańców. Sklepom spożywczym oraz stacjom benzynowym wolno rozpowszechniać niektóre leki bez recepty. Apteki zwykle są otwarte jedynie w dni powszednie. W większych miastach codzienne dyżury całodobowe pełnią wyznaczone apteki.

Wikingowie uwielbiają rywalizację. Zwiększony poziom konkurencji w handlu aptecznym sprawił, że apteki stały się bardziej dostępne i przyjazne dla pacjentów. Na rynku widoczny jest nieustanny wzrost ilości aptek. W 2013 roku liczba aptek zarejestrowana na terenie Norwegii wyniosła 738 tego typu placówek. W porównaniu do roku 1996 wzrosła ona dwukrotnie. System elektronicznych recept funkcjonuje w całym kraju i pozwala na zrealizowanie recepty przypisanej do danego pacjenta, w każdej aptece. Istnieją również recepty tradycyjne (białe – na leki pełnopłatne, niebieskie – na leki refundowane), ale są one o wiele rzadsze. Termin ważności recepty wynosi 12 miesięcy.

Zadowolenie to podstawa

Pomimo dużego wskaźnika zaludnienia na jedną aptekę, poziom zadowolenia z systemu farmaceutycznego jest bardzo duży. Syntetycznym miernikiem opisującym stopień rozwoju społeczno-ekonomicznego jest wskaźnik HDI. Ocenia on kraje na trzech płaszczyznach: długie i zdrowe życie, wiedza, dostatni standard życia. Norwegia od 2001 roku zajmuje w tym rankingu 1 miejsce z przerwą w latach 2007-2008, gdzie pierwsze miejsce dzieliła z Islandią.

Ostatnie ostrzenie mieczy

W świetle przytoczonych argumentów, uwolnienie rynku farmaceutycznego spod restrykcyjnej ręki państwa wydaje się być dobrym posunięciem. Nie wpłynęło to na destabilizację tego obszaru działania państwa – wręcz przeciwnie, „niewidzialna ręka rynku” oraz zdrowe zasady konkurencji doprowadziły do jego stabilizacji. W opozycji do regulacyjnego podejścia, przedstawiciele Norweskiego Związku Aptecznego są przekonani, że liberalizacja przepisów wpłynęła pozytywnie na obraz farmacji w ich kraju. Jest to jednak rynek terytorialnie i demograficznie inny od Polskiego i nie można dokładnie przenosić tego, co stało się w Norwegii na nasze podwórko. Zdecydowanie należy jednak odstępować od niepotrzebnych i martwych przepisów oraz uporządkować rynek farmaceutyczny w Polsce, a także stopniowo uwalniać go, gdy zostanie osiągnięta faza organicznego rozwoju branży. W końcu kto, jak nie Ci dzielni wikingowie, powinni stanowić dla nas wzór do naśladowania?

Serdecznie pozdrawiam,
Grupa deMedici.pl

Autor tekstu: Krzysztof Słomiak

Korekta: Piotr Wiaderny

Źródła:

www.apotek.no/pharmacy-trade.aspx

http://www.farmaceutene.no/norwegian-association-pharmacists

http://www.forumfarmaceutyczne.org/2016/09/14/pozytywy-modelu-otwartego-rynku-aptecznego-w-norwegii/

http://managerapteki.pl/rynek-farmaceutyczny-skandynawii/

https://en.uit.no/om/enhet/forsiden?p_dimension_id=88118

Human Development Index trends, 1980-2013: Hdr.undp.org/en/content/table-2-human-development-index-trends-1980-2013

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>