Oczyma diagnosty laboratoryjnego

colorful-test-tubes-14548653516ymDiagności laboratoryjni, czy też inaczej zwani analitycy medyczni są ważnym, lecz najczęściej trudno dostrzegalnym elementem zespołu leczącego pacjenta. Zapraszamy Was do zapoznania się z tym jak wygląda praca tego wymagającego zawodu.

Kim jest diagnosta?

Diagnosta laboratoryjny – dla wielu osób zawód kojarzący się bardziej z diagnostą samochodowym niż pracownikiem sektora medycznego. 5-letnie jednolite studia magisterskie na Uniwersytecie Medycznym, po których otrzymujemy Prawo Wykonywania Zawodu, cóż, do łatwych zdecydowanie nie należą. Ktoś pomyśli – no dobrze, ale czym wy się właściwie zajmujecie? Podstawowym miejscem pracy absolwentów Analityki medycznej są medyczne laboratoria diagnostyczne, gdzie wykonuje się badania krwi, moczu oraz innych płynów z jam ciała. Są też laboratoria o węższym profilu: genetyczne, toksykologiczne, itd. Sama niejednokrotnie podczas Drzwi Otwartych naszej uczelni przekonywałam licealistów do tego, jak szeroki panel możliwości ma absolwent, choć już wcześniej od starszych kolegów i koleżanek słyszałam, że rzeczywistość nie przedstawia się tak kolorowo. Czasem miałam wrażenie, że przekonuję także samą siebie, dzięki temu bardziej beztrosko przechodziło się przez kolejne lata studiów. Ostatnia sesja, badania do pracy magisterskiej zakończone stresującą obroną i czas stawić czoła rynkowi pracy. Tutaj bolesna rzeczywistość. Ofert pracy na stronie Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych jak na lekarstwo, alternatywą jest poczta pantoflowa, zwłaszcza gdy ma się znajomych w ‘labach’.

Co do warunków pracy – i naszej branży nie omijają umowy śmieciowe, umowy o pracę na skromną część etatu, a także praca na stanowiskach pomocniczych, byle tylko zaoferować jak najniższą płacę. Nie czarujmy się, zaraz po skończeniu studiów pensje oscylują wokół 1900 – 2400 zł BRUTTO, co w stosunku do wkładu włożonego w naukę w trakcie studiów, a także potrzeby ciągłego dokształcania się w dalszej pracy zawodowej, ledwie wystarcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Na różnych forach wypowiadają się osoby z dłuższym stażem pracy i – o zgrozo! – mimo np. 8-letniego stażu i specjalizacji stawka ciągle pozostaje na tym samym poziomie. A trzeba dodać, że koszty specjalizacji, wyjazdów na różne szkolenia, bagatela łącznie ok. 20 tys. zł, musimy ponosić sami.

Skomplikowany świat analiz

W społeczeństwie pokutuje przekonanie, że diagnosta wciska tylko przyciski, a analizatory robią wszystko za niego. Co prawda XXI w. przyniósł duże udogodnienie w postaci automatyzacji, ale i samych zlecanych badań jest niewspółmiernie więcej, niż jakieś 10-20 lat temu, kiedy wszystkie oznaczenia wykonywano manualnie. Tzw. faza analityczna, począwszy od przyjęcia materiału, jego odpowiedniej obróbki, owszem, również wstawienia do analizatora, do uzyskania wyniku i jego oceny pod kątem poprawności leży w naszych rękach. Każdy wynik trzeba wnikliwie zweryfikować w kontekście stanu klinicznego pacjenta – czy występowanie odchyleń od wartości prawidłowych jest wynikiem choroby czy też zależy np. od błędów w przygotowaniu pacjenta do badań, pobrania materiału lub awarii aparatu? W razie potrzeby badanie należy powtórzyć, zasugerować powtórne pobranie materiału, wykonać dodatkowe czynności, jak np. rozmaz krwi obwodowej wraz z oceną mikroskopową, zadzwonić do lekarza w przypadku wartości krytycznej, czy też skonsultować z nim otrzymane wyniki. I uwaga, jeszcze jeden bardzo ważny element – dbałość o jakość! Każdy dzień zaczyna się od wewnątrzlaboratoryjnej kontroli jakości, dzięki której wiemy, czy otrzymywane przez nas wyniki są wiarygodne i będą użyteczne diagnostycznie.

Żeby nie poprzestawać na suchych faktach, opowiem Wam o życiu ‘w labie’ na przykładzie mojego, może i krótkiego, bo zaledwie 3-miesięcznego doświadczenia w laboratorium dużego szpitala klinicznego, ale uwierzcie, zdążyłam już poznać realia…

7:30 – pora stawienia się na pracowni przydzielonej mi wg grafiku, zaczynam przygotowywać analizatory, sprawdzam stan odczynników, itp., przygotowuję materiały kontrolne. Wszystko super, jeśli kontrole wychodzą za pierwszym razem, gorzej, gdy trzeba podejmować czynności naprawcze, a w tym czasie spływają już próbki z oddziałów, co trzecia ‘na CITO’, więc stres, że zaraz zaczną się urywać telefony, a my stoimy z pracą. W końcu się udaje, można rozpocząć badania. W przeciągu kilku minut otrzymujemy mnóstwo wyników, które teraz trzeba przeanalizować. Nie widzę pacjenta, nie wiem, z jakim problemem zgłosił się lub został przyjęty do szpitala, nie wiem, w jakim obecnie jest stanie, widzę jedynie tabelkę z wartościami różnych parametrów. Jeśli cokolwiek budzi moje wątpliwości staram się skonsultować telefonicznie z lekarzem prowadzącym, próbuję dociekać skąd u danego pacjenta taka nieprawidłowość. Na śniadanie idę często dopiero ok. 12-13.

Dyżur nie tylko dla lekarza

I rzecz, która od samego początku mnie przerażała – 24-godzinny dyżur. Mój pierwszy dostałam w trzecim miesiącu od podjęcia pracy. Wchodzę na całą dobę do laboratorium, gdzie może zdarzyć się dosłownie wszystko. Do 15-tej są ze mną pozostali pracownicy, więc jest raźniej, potem zostajemy we dwoje z technikiem i zaczyna się bieganina. Przyjmowanie materiału, rozdzielanie na pracownie, analizowanie wyników, cały czas na obrotach. Z godziny na godzinę jasność umysłu spada, a przypadki coraz trudniejsze, bo na Izbę trafiają nowi pacjenci, tutaj kwasica, tam niedokrwistość kwalifikująca się do przetoczenia krwi, jeszcze ktoś inny z zawałem serca. Muszą być monitorowani, więc przez całą noc otrzymujemy kolejne próbki. Kładę się może na godzinę, żeby choć trochę rozciągnąć kręgosłup i dać odpocząć oczom.

Na swoim pierwszym dyżurze przeszłam prawdziwy chrzest bojowy. Dawno się tak nie bałam… Lęk, że popełnię jakąś gafę, wydam nieprawidłowy wynik i co wtedy?! Odpowiedzialny jest ten, kto się pod nim podpisał, nieważne, czy próbka była odpowiednio pobrana, czy pacjent został prawidłowo zidentyfikowany. Zaznaczę, że nie wszędzie obowiązuje taki system pracy, są laboratoria, gdzie dyżur trwa 12h, w tekście przedstawiłam swoją perspektywę.

Ogniwo medycznej machiny

Jako grupie zawodowej zależy nam przede Dobry Teamwszystkim na zauważaniu naszej roli w procesie diagnostyczno-leczniczym oraz traktowaniu jak partnerów. Mimo że często nie mamy bezpośredniego kontaktu z pacjentem i stanowimy ‘niewidzialną rękę’, również bierzemy na siebie odpowiedzialność za życie.

Pomyślcie, jak wiele zależy od wyników badań laboratoryjnych. Czy diagnozowanie większości chorób, monitorowanie parametrów, na podstawie których dobiera się odpowiednią ścieżkę leczenia i dawki leków, byłyby możliwe bez diagnostyki laboratoryjnej?! Na to pytanie odpowiedzcie sobie w duchu sami i kolejnym razem, podczas pobierania krwi przez pielęgniarkę/pielęgniarza/ratownika medycznego, a potem interpretacji wyników przez lekarza, zastanówcie się choć przez chwilę, co dzieje się z próbką w międzyczasie i kto stanowi to pośrednio ogniwo łańcucha opieki zdrowotnej.

Serdecznie pozdrawiamy,
Grupa deMedici.pl

Autor tekstu: Milena Pązik

Korekta: Krzysztof Słomiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>