Naturalna Witamina C bez kwasu askorbinowego, przełomowym odkryciem, które zmieni Twoje życie!

TabletkiJak pisaliśmy wcześniej na Facebooku o pomysłach marketingowych oraz ciekawych „suplementach”, odzew był dość spory, także zgodnie z oczekiwaniami i prośbami przedstawiamy Wam jedną z napotkanych przez nas sytuacji dotyczących suplementów diety. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że sami przez długi czas nie mogliśmy uwierzyć, o co tutaj chodzi i kto, kogo chce przekonać. Bo czasami zdarza się tak, że siedzisz sobie i zastanawiasz się, kto jest głupszy, Ty, czy ten z kim rozmawiasz. Ale do sedna.

Otóż pewnego pięknego dnia, przez zbieg okoliczności natknęliśmy się na informacje o wyjątkowym suplemencie diety. Dokładniej z cudowną Witaminą C, sygnowaną przez znany MLM (na pewno znajdziecie produkt, o który chodzi – my nie chcemy stawać w blasku, ani podnosić sprzedaży tego odkrycia). Dla niewtajemniczonych Marketing wielopoziomowy (wg. Wikipedii), inaczej zwany MLM (z ang. multi-level marketing) pozwala sprzedawcom na budowanie osobistych struktur współpracowników, od których obrotu otrzymuje się dodatkowe prowizje. Każdy sprzedawca w marketingu wielopoziomowym ma możliwość zbudowania własnej struktury handlowców, w której każdy z nich wynagradzany jest na podstawie obowiązującego w danej firmie planu marketingowego. Jednocześnie, bycie wyżej w firmowej hierarchii niekoniecznie przekłada się na wyższe zarobki – zależą one bowiem od wspomnianego planu marketingowego.

Jest tu jakiś Cwaniak? To daj piątaka?! Albo od razu stówę!

Cena na wstępie powala – 99 zł za 100 kaspułek. 30 tabletek „zwykłej” witaminy C może kosztować w granicach 3 zł. Więc skąd tak naprawdę ta cena?? Na szczęście o skręcaniu czegokolwiek nikt się nie wypowiadał. Ulga. W reklamie szczycono się przede wszystkim potwierdzeniem superautentyczności i miodności produktu, który jest sygnowany przez Narodowy Instytut Leków.

Nigdzie tego nie znajdziesz, a my mamy.

Producent twierdził, że witamina C jest pozyskiwana z ekstraktów roślinnych. „Niesamowitej rośliny Citrus Aurantium, do tej pory całkowicie nieznanej w codziennym użyciu kosmetycznym”. Co więcej dodatkowo z tej niesamowitej rośliny pozyskiwane są komórki macierzyste do produkcji naturalnego kolagenu, kolejnego cudownego specyfiku, więc dwie pieczenie na jednym ogniu. Linia tłumaczenia marketingowo-mitologiczna jest taka: witamina C naturalna jest super. Za to zły brat – syntetyczny kwas askorbinowy źle się wchłania, jest po prostu spokrewniony z szatanem.

Instytut Leków nie może się mylić!

W związku z tym dochodzimy do pierwszego cudu: w suplemencie nie ma ani jednego atomu kwasu askorbinowego! Sama natura w kapsułce. Pomijając już, że nie można wykluczyć, że w środku jest jakiś atom, który był zawarty w cząsteczce kwasu askorbinowego, stwierdzenie to jest dość ciekawe. Wskazuje to na całkowitą nieznajomość informacji dotyczących tego typu produktów przez marketerów. No ale produkt został zbadany przez NIL, więc chyba nie może być tragicznie?

Zależy na co spojrzymy. W raporcie z testu wykazano, że zawartość witaminy C wynosi 214 mg wobec deklarowanych 200 mg. W każdej rubryce dotyczącej badanego produktu użyto określenia „witamina C”. Badanie zostało wykonane z wykorzystaniem HPLC.

I tu dochodzimy do sedna sprawy:

- nie da się rozróżnić poprzez HPLC czy mamy do czynienia z witaminą C naturalną, czy syntetyczną,

- producent szczyci się, że występuje sama witamina C, bez kwasu askorbinowego, przy czym badanie zostało wykonane wobec wzorca jakim był (uwaga!): kwas askorbinowy (Ascorbic Acid CRS) – to tak jakby powiedzieć, że w garnku nie ma ani jednego ziemniaka, są tylko kartofle ;)

Mamy więcej, niż mówimy, że mamy!

Wspaniale, że producent rzeczywiście zapewnia zawartość substancji zgodną z deklarowaną, aczkolwiek szczycenie się tym, że zawartość jest większa niż deklarowana to totalny bezsens. Mogli napisać, że w kapsułce jest 214 mg zamiast tych 200. Widzimy jednak naginanie faktów, częściowo z niewiedzy, częściowo w celu promowania produktu celowo. To wyższy poziom abstrakcji, niż u pewnego producenta dość licznych i reklamowanych suplementów. Co najgorsze – taki wybiórczy marketing, ukazywanie niepełnego obrazu sprawy sprzedaje się.

Najważniejsze, że wszyscy zadowoleni.

Co musiało się stać, że niepotwierdzony do końca asumpt kogoś z MLM’u ma większą siłę przebicia wśród niektórych grup, niż produkty sugerowane przez farmaceutów i lekarzy? No cóż, żyjemy w świecie doktora Google i jedynie merytorycznymi argumentami jesteśmy w stanie przebić przez ten mur głupoty. Choć jakby z drugiej strony patrzeć, to po co? Jeśli ktoś ma za dużo pieniędzy niech wyda. Firma szczęśliwa, pacjent szczęśliwy, my mamy o czym pisać, Wy macie ubaw! I pięknie. Niedługo kolejne cuda rynku. Producenci strzeżcie się!

Serdecznie pozdrawiamy,

Grupa deMedici.pl
Autorzy tekstu: Piotr Grzonkowski, Krzysztof Słomiak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>