Blog przez duże B! czyli jak powstało deMedici.pl

blogZróbmy pewnego rodzaju eksperyment. Zwykle wstęp ma zachęcić czytelnika do dalszego czytania artykułu, a ja dzisiaj powiem Wam, żebyście pod żadnym pozorem nie czytali tego, co jest napisane poniżej, bo sprawi to, że może zrozumiecie zbyt dużo. Zdecydowania nie chcę doprowadzić Was do uczucia szoku, czy zawodu po przeczytaniu tego artykułu. Więc jeśli nie chcecie wchodzić do naszego świata, to nie marnujcie czasu i idźcie pooglądać telewizję – a nie sorry telewizja zabija kreatywność, w takim razie nie róbcie nic.

A teraz jeśli przez pierwszą część przebrnęliście i wciąż macie ochotę zapoznać się z dalszą częścią to chciałem opowiedzieć Wam dzisiaj pewną historię, która trwa już nieco ponad rok.

12 lipca 2014 roku powstał z mroku projekt, nad którym pracowaliśmy ponad półtora roku. Razem z kolegą, jeszcze wtedy jako studenci wymyśliliśmy sobie, że potrzebujemy swojego miejsca w Internecie. Swojego azylu, w którym będziemy mogli mówić co chcemy i robić co chcemy. Szybko koncepcja się zmieniła, bo to było za mało. Ze względu na normalny brak czasu na studiach, bo i tak bywało, data startu była przesuwana, ale w końcu nastał ten dzień.

Było kilka gotowych schematów, typu generatory stron, ale chcieliśmy swojego. Doszliśmy do wniosku, że krzykaczy w Internecie jest cała masa. Profili, które udostępniają wszystko co się da, tak samo. Chcieliśmy prezentować pewne wartości. Porządny content. Wartościowy, z wyższej półki. Można by powiedzieć, że wręcz luksusowy. Niedostępny wcześniej i skrojony zgodnie z naszymi wartościami. Jak najbardziej wartościową zawartość. I tak powstało deMedici.pl. Początkowo była to tylko ciekawostka w świecie farmacji. Hobby, które nie zobowiązywało nas do niczego. Szybko przekonaliśmy się, że wcale tak nie jest. Odkąd pojawiliśmy się na pierwszej konferencji oficjalnie jako patron medialny, okazało się, że blogowanie, a wcześniej nazywane przeze mnie pisactwem, to całkiem ciężka praca. Ciężka z tego względu, że bardzo kompleksowa. Piszesz tekst? Mało. Udostępniasz go. Dobra jest w sieci. Okazuje się, że zjadłeś 3 litery, strasznie razi. Potem logo się przesunęło. Trzeba poprawić. I dążysz tak do ideału i okazuje się nagle, że jest 4 w nocy, a Twoje oczy chcą eksplodować. Nie mówiąc już o kwestiach promocji i cotygodniowych video-konferencjach czy spotkaniach oraz ustalaniu planu działania na przyszłość. I wtedy się zastanawiasz jak to jest możliwe, że ten czas tak szybko zleciał, a jutro egzamin, i fuck znowu się nie nauczyłem.

Bardzo szybko przekonaliśmy się, że jeśli sami nie będziemy kreować swojej ścieżki, to oklepane tematy rozwoju osobistego szybko się wyczerpią. Poza tym blogów z tej dziedziny są setki. Czyż nie? No tak. Więc podnosiliśmy sobie poprzeczkę. Powoli, ale sukcesywnie. Chcieliśmy się uczyć. A wiedza przychodziła do nas każdego dnia. Mateusz wyspecjalizował się od strony informatycznej portalu. Ja zacząłem od całej otoczki i promocji. Powiązaliśmy naszą stronę najpierw z Facebookiem, a potem z Twitterem. Teraz jest ona powiązana z masą wtyczek, aplikacji, zabawek, których używamy na co dzień. Niesamowita jest sama polityka niektórych aplikacji, a w szczególności FB.

Portal rośnie od zera, Facebook początkowo pomaga. 100 polubień – wyświetlimy to 200 osobom. 500 polubień – tylko 10 osób zobaczy Twojego posta. Aż strach pomyśleć co będzie dalej. Każdy ruch ma swoją specyfikę. Publikujesz regularnie? – ludzie mówią, że spamujesz. Zbyt rzadkie posty odbierane są jako lenistwo. Kochany Facebook. Politykę Facebooka można zdefiniować w jednym zdaniu. Nigdy nie dogodzisz. Ale wcale nie o to chodzi, żeby wszyscy byli zadowoleni. Osobiście uważam, że taki stan jest wręcz niemożliwy do osiągnięcia. I wcale tak nie jest, że największe profile mają miliony użytkowników z niczego. Biznesy rozwijane są długie lata. Duże pieniądze wydane na promocje, produkty czy usługi, które są wizytówką firmy. Strony zarządzane w nieodpowiedni sposób przestają istnieć tak szybko jak się pojawiają. Ktoś kiedyś powiedział, że jak nie zapłacisz za promocję to nie zaistniejesz. Wydawało się to wręcz absurdalne, ale to po części prawda. Przypadkowe polubienia nigdy mnie jednak nie interesowały. Nawet takie, które są pozycjonowane automatem, który można wykupić np. na farmaceutów. Tak, to też da się zrobić :) Nie publikujesz w odpowiednich godzinach? To w ogóle Cię nie ma. Samo obserwowanie tego jak post generuje ruch w Internecie i poznanie mechanizmów temu towarzyszących było i jest czymś niesamowitym. To jest wiedza, której już nam nikt mi odbierze. PR w pigułce, którego nauczyłem się przez „zaledwie” rok, choć i tak jeszcze jest trochę do przyswojenia.

Potem zaczęły pojawiać się oferty patronatów medialnych i współpracy. Bardzo powoli bo prawie po roku, to już nie my musieliśmy zabiegać o udział w wydarzeniach, tylko wydarzenia zaczęły „przychodzić” do nas. W pierwszej chwili było to bardzo satysfakcjonujące i wciąż jest. Ale na tym etapie wiem, że wiąże się to z dodatkową pracą. Patronat medialny i prelekcja na dniach kariery? Super! Ale musisz przyjechać do Wrocławia czy Poznania, przygotować najlepszą prezentację na świecie, pokonać swój strach przed wystąpieniami publicznymi i dać z siebie wszystko w trakcie. Niby świat to globalna wioska i komunikacja jest coraz lepsza, ale kto wie co się wydarzy w podróży czy w trakcie prezentacji. Raz na przykład po drodze spalił mi się silnik w aucie. Nawet po naprawie auta, nikt nie umiał powiedzieć co się stało. Jazda lawetą po autostradzie jest jednym z doświadczeń, które pozyskałem dzięki swojej stronie. Początkowo byłem zły, ale nie każdy może chociażby myśleć o takich historiach, a co dopiero ich doświadczyć. I dodam, że nie spóźniłem się na konferencję. Co też było dużym sukcesem organizacyjnym. Innym razem w trakcie jednej konferencji zgasło światło i do samego końca prowadziłem wystąpienie w całkowitej ciemności i bez mikrofonu, co było jednym z ciekawszych doświadczeń w moim życiu, a zdecydowanie bardzo stresującym.

Najciekawszą jednak rzeczą jest planowanie. To jest coś co buduje charakter najbardziej. Nowe pomysły, ich rozwój i wdrażanie oraz obserwacja jak one dają sobie radę. Czasami pomysł może być nietrafiony w oczach czytelnika, co nie oznacza, że my swojej wiedzy z takich projektów nie wyciągnęliśmy. Niektóre rzeczy były zastartowane tylko po to, żeby się czegoś nauczyć. Nie zawsze jest tak, że ocena w Twoich oczach będzie zbieżna z naszą. Pamiętaj, że w większości przypadków nie wiesz jak wyglądał proces rozwoju projektu i widzisz ostateczny produkt w postaci tekstu czy jakiegoś innego działania. Nawet to, że nie robimy nic na stronie i w tle obserwujemy to jak generowany jest ruch, jest zaplanowane. I oto jak od ołówkarstwa, poprzez pisactwo, potem dziennikarstwo, doszedłem do wniosku, że to co tutaj robimy to pełnowymiarowe blogowanie.

Wszystkie doświadczenia sprawiają, że utożsamiam tę stronę z słowem BLOG przez duże B, w pełnej rozpiętości znaczeniowej, a blogger przestał kojarzyć mi się z głupimi stronami o kosmetykach, komiksach, zabawkach czy jedzeniu. To jest praca na pełny etat, z nienormowanym czasem pracy. Daje one masę satysfakcji i wiedzy, która jest unikalna i mało dostępna. Zwiększa się też sukcesywnie liczba ludzi, z którymi współtworzymy tą stronę. I to też ogromna wiedza jak zbudować dobry zespół. Co więcej od tego czasu jak nasza strona powstałą z odmętów, nie ma dnia, w którym na jakiś inny blog nie zajrzę. Znalazłem bardzo ciekawe strony, na których mogę przeczytać relację z Jamajki, potem chwila rozwoju osobistego z Andrzejem i inspiracja kulinarna, która będzie przetestowana w trakcie kolacji. Do tego poznałem osobiście kilku przedstawicieli tego „zawodu” i wszystkie te spotkania okazały się niezwykle ciekawe. W końcu ludzie pokazujący pewne idee i przekonania, ale również w pewnym stopniu odsłaniający swoje pasje i życie, nie mogą być nudni. Personalnie są to w większości bardzo ciepli ludzie, także jak wiesz, że ktoś zajmuje się dobrym blogowaniem, możesz być spokojny o ciekawą i przyjazną atmosferę.

Ta krótka historia portalu, o lekko motywacyjnym tonie ma jednak zadanie większe niż tylko wydanie na świat kilku anegdot. Jak, mam nadzieję, widać po tych historiach i wspomnieniach związanych z pracą przy portalu, daje to masę frajdy, bo robi się rzeczy całkowicie nowe, w pełni zgodne z własnym “ja”, a jednocześnie dające innym rzeczy wartościowe. Tak wiele jest płaszczyzn, które praca przy projekcie tego typu wspomaga, ulepsza, że po prostu chciałem się tym podzielić. Jednocześnie pragnąłbym zachęcić Was do realizowania własnych pomysłów, zakładania własnych projektów, tworzenia nowych rzeczy z pasją, ale również dla pożytku innych. Uważam, że warto ponieść ten wysiłek. Tekst jest również świetną okazją, aby dać Wam znać, że od samego początku powstania portalu jesteśmy otwarci na współpracę. Jeżeli czujecie, że wartości, które przekazujemy są zbieżne z Waszymi ideami, oczekiwaniami, a przy tym chcecie dobrze się bawić, to nie wahajcie się! Napiszcie do nas. W końcu stabilne imperium powstaje powoli.

Artykuł napisali:  Krzysztof Słomiak, edycja: Piotr Grzonkowski.

Serdecznie pozdrawiamy,

Grupa deMedici.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>